a.zHolding Page



Scholastyka w czasie zarazy.

Jednym z następstw chaosu spowodowanego w naszym życiu sytuacją coronowirusową, było zaognienie, zawsze przecież istniejącego sporu o to, jak należy przyjmować Komunię Świętą. Przy ogromnym szacunku dla obu stron sporu, przypomina mi on dzielenia włosa na czworo. W zaciekłości sporu gubi się jego istota, którą powinien być szacunek dla Najświętszego Sakramentu. W stanowczości przekonań stron sporu, forma zdaje się spychać treść zasadniczą Ewangelii na plan dalszy i linie demarkacyjne powstają tam, gdzie ich być nie powinno. Przypomina mi to spory scholastyczne. Ale to jest moje osobiste przekonanie. A co na to autorytety?

Największe z nich, czyli Ewangelie mówią jedynie, że Jezus dał swoim uczniom chleb i kielich napełniony winem (Mt 26,26-27; Mk 14,22-23). Jest to opis krótki i niewiele mówiący. Sytuację komplikuje dodatkowo to, że przemiana chleba i wina dokonała się dopiero w czasie wypowiadania słów “To jest Ciało Moje”, “To jest Krew Moja”, a zatem przed wypowiedzeniem ich  Chrystus podał uczniom jeszcze zwykły chleb i wino, a nie Komunię św. Dopiero na ich rękach albo w ich ustach chleb i wino zostałyby przemienione. A zatem, powoływanie się na wydarzenia z Wieczernika, w celu obrony którejkolwiek koncepcji udzielania Komunii św., trąci anachronizmem.

Sztandarowym argumentem przywoływanym przez zwolenników Komunii św. na rękę jest nauczanie zawarte w ostatniej katechezie chrzcielnej, pochodzącej z końca IV wieku, której autorem najprawdopodobniej jest św. Cyryl. O przyjmowaniu Komunii mówi on tak:

“Nie wyciągaj płasko ręki i nie rozłączaj palców. Podstaw dłoń lewą pod prawą niby tron, gdyż masz przyjąć Króla. Do wklęsłej dłoni przyjmij Ciało Chrystusa i powiedz: Amen. Uświęć też ostrożnie oczy swoje przez zetknięcie ich ze świętym Ciałem, bacząc, byś zeń nic nie uronił. To bowiem, co by spadło na ziemię, byłoby utratą jakby części twych członków. (…) Winieneś uważać, żebyś nawet okruszyny nie zgubił z tego, co jest o wiele droższe od złota i innych szlachetnych kamieni”.

W Kościele rzymskokatolickim, gdy zezwolono wiernym na Komunię św. na rękę, “skopiowano” sam sposób jej przyjmowania od kapłanów, którzy biorą Ciało Pańskie w palce i sami je wkładają sobie do ust. Jednak ten sposób przyjmowania Komunii św. przez kapłana ściśle jest związany z nauką o tym, że sprawuje on Eucharystię “w osobie Chrystusa”. I tu pojawia się problem, ponieważ w tej sytuacji to nie kapłan sam sobie udziela tej Komunii, ale jest ona udzielana mu przez Chrystusa. Ponadto w tzw. rycie trydenckim, podczas Mszy pontyfikalnej, w ramach której udzielana jest sakra biskupia lub święcenia kapłańskie, koncelebrujący nowo wyświęcony biskup lub neoprezbiter, otrzymuje Komunię św. do ust z rąk głównego celebransa, czyli biskupa udzielającego święceń. Oznacza to że przyjmowanie Komunii św. na rękę przez niekoncelebrujących kapłanów, jak również diakonów i wiernych świeckich, którzy nie sprawują Eucharystii “w osobie Chrystusa” w taki sam sposób, jak przez celebrujących kapłanów, nastręcza trudności natury teologicznej. Innymi słowy, wydaje się, że właściwsze byłoby, aby ten, kto przyjmuje Komunię św. na rękę, przyjmował ją bezpośrednio z tej ręki do ust, a nie brał jej w ogóle w swoje palce. Jednak w takiej sytuacji Komunia św. powinna mieć “mniejsze wymiary” niż ta do ust, aby łatwiej można ją było przyjąć bezpośrednio do ust z ręki. Tak twierdzą ludzie znający się na kwestiach doktrynalnych.

Twierdzenie, że Komunia na rękę jest “gorszym” przyjmowaniem Ciała Pańskiego niż do ust, owszem, samo z siebie broni wielowiekowej tradycji i szacunku do Eucharystii. Ale jak już napisałam we wstępie nie oznacza, że samo z siebie jest zasadne. Nie jest on profanacją. Gdybyśmy chcieli silić się na popisy erudystyczne, zaargumentowalibyśmy, że  profanacji Hostii można dokonać nie tylko przez przyjęcie Komunii na rękę, bo zawsze można wyciągnąć sobie Hostię z ust. Zdarza się na przykład, że dzieci ze zwykłej ciekawości oglądają przyjętą Hostię. A argument “o wyższości języka nad ręką” przy przyjmowaniu Komunii św. nie jest przekonujący. A właściwie jest chybiony zupełnie. Przywołam tu Cytat z Księgi Syracha: “Wielu padło od ostrza miecza, ale nie tylu, co od języka” (Syr 28,18). Kłamstwa, obmowy, oszczerstwa, pochlebstwa, hejty itd., itd.

A jakie jest stanowisko oficjalne. Otóż, II Polski Synod Plenarny, w dokumencie “Liturgia Kościoła po Soborze Watykańskim II” czytamy: “Synod Plenarny potwierdza i wyraża szacunek dla zwyczaju przyjmowania Komunii św. do ust w postawie zarówno klęczącej, jak i stojącej, nie wykluczając jednak innych form przyjmowania Komunii św., z zachowaniem najwyższej czci dla Eucharystii”. Warto też na zakończenie przywołać słowa św. Pawła “Niech przeto człowiek baczy na siebie samego, spożywając ten chleb i pijąc z tego kielicha. Kto bowiem spożywa i pije nie zważając na Ciało [Pańskie], wyrok sobie spożywa i pije”  (1Kor 11,28-29).

I na koniec – jak poprawnie przyjmować Komunię św. „na rękę”? Wyciągamy przed siebie prawą rękę, dłonią do góry. Na prawej ręce kładziemy lewą, także dłonią do góry. Kapłan na naszej dłoni składa Komunię Świętą. Komunię przyjmujemy przed kapłanem, prawą ręką podając ją do ust. (za Int. M.I.)

„Musimy siać, choć grunta nasze marne, choć nam do orki pługów brak i bron….”

             14 października obchodziliśmy dzień nauczyciela. W ten weekend w naszej Parafii – Dożynki. Oba te dni łączy wspólny metaforyczny mianownik – piękna figura retoryczna „zasiewu i zbioru”, czyli pracy i jej efektów.

Temat pracy podnoszony był na łamach naszego biuletynu niejednokrotnie. Pisałam o wychowaniu do pracy, o konieczności pracy na rzecz społeczeństwa i wspólnoty. Pisałam także o wychowaniu, bo wychowanie jest pracą i wytwarzaniem. Produktem procesu wychowawczego, tak w rodzinie, jak i w szkole lub szerzej w społeczeństwie, jest młody człowiek, jednostka zdolna to współtworzenia grupy społecznej. Tegoroczna dożynkowa refleksja nie będzie radosna.

Nie da się ukryć, że z każdym rokiem praca z dziećmi, młodzieżą jest coraz trudniejsza. Na pewno w dużej mierze mają na to wpływ przemiany społeczno-polityczne lub szerzej – kultura w jakiej przychodzi dzieciom dorastać. Konsekwencją tego z kolei jest preferowany coraz częściej w rodzinie styl wychowywania dzieci.

Gdyby chcieć użyć, w celu uogólnienia i lepszego unaocznienia problemu, pewnego uproszczenia, można by się pokusić o stwierdzenie, że zasadniczo style wychowania oscylują miedzy wychowaniem permisywnym, a wychowaniem autorytatywnym. Wychowanie permisywne, czyli przyzwalające, jest w dużej mierze częścią programu, uruchomionego przez lewicę w późnych latach sześćdziesiątych, znanego pod nazwą  „marszem przez instytucje”. Twórcą pojęcia był  Rudi Dutschke.  Podstawowa myśl koncepcji Dutschkego sprowadza się do zniszczenia starych odpornych instytucji życia społecznego, odpornych na ataki zewnętrzne, od wewnątrz. I nie chodziło tu wcale o przejmowanie banków, biur i ministerstw ale o wywracanie do góry nogami mechanizmów określających zasady życia społecznego czyli małżeństwo, rodzinę, wspólnotę, religie, naukę, sztukę, wychowanie. Marsz przez instytucje zmienił cały system życia społecznego, zmienił panujące hierarchie wartości, schemat życia wspólnotowego, definicje pojąć takich jak prawda, piękno, dobro. Największym jednak sukcesem tej upiornej machiny ideologicznej było przeobrażenie najważniejszej instytucji określająca system wartości kultury – czyli religię i jej reprezentanta, czyli Kościół.

Wróćmy jednak do wychowania. Wychowanie permisywne zakłada nieingerencyjne hodowanie młodego człowieka, który w procesie wychowawczym nie jest praktycznie zmuszany do niczego, natomiast w tym czasie dorastania stawiany jest w centrum zainteresowania całego świata. Wyrasta więc na egoistę, egocentryka i egotyka. I po prawdzie, nie jest to jego wina. Jest to wychowanie absolutnie bezstresowe, kiedy wszelkie zachcianki dziecka są spełniane, a samo ich spełnianie usprawiedliwia się dawaniem dziecku możliwości do tzw. samorealizacji.

W procesie wychowania autorytatywnego, zakładamy, że to nie dziecko wie czego chce, ale jego wychowawca. W tym procesie tworzy się jednostkę zdolną do świadomego egzystowania w społeczeństwie i dla społeczeństwa, która potrafi stanąć oko w oko z problemem, poradzić sobie z nim, kontrolować swoje emocje, być asertywną i przede wszystkim dawać sobie emocjonalnie radę z przegraną. Takie wychowanie zakłada stosowanie przymusu. Zakłada zaakceptowanie tego, że wychowawca wie, co jest dla dziecka lepsze. Zatem może wymagać. Może wymagać i egzekwować, bo ma niezaprzeczalny autorytet, którego nikt nie próbuje podważać.

Prekursorem szkoły wychowania wymagającego był Johann Herbart. Interesująca to postać. Według niego pedagogika opiera się na etyce i psychologii. Zadanie wychowania polega na ukształtowaniu woli i charakteru oraz na obudzeniu w człowieku szerokich zainteresowań. Etyka wyznacza i uzasadnia cele wychowania, natomiast psychologia uzasadnia środki do osiągnięcia celu. Środki te to: karność i nauczanie wychowujące. Wszelkie przejawy życia psychicznego, takie jak uczucia czy wola pochodzą od wyobrażeń. Nauczanie to tworzenie wyobrażeń u wychowanka, przez co formuje się osobowość i charakter.

Głównym zadaniem nauczyciela – wychowawcy w szkole herbartowskiej  jest wpojenie dziecku odpowiednich pragnień i zainteresowań, stworzenie w jego umyśle wewnętrznej kontroli nad nimi, wykształcenie dojrzałości sądu oraz wytworzenie wielostronności zainteresowań. Cały system teoretyczny Harbarta powstał w oparciu o postrzeganie człowieka w wymiarze eschatologicznym i był częścią dyskusji na linii katolicyzm – protestantyzm. Polecam uwadze zwłaszcza w dzisiejszym świecie, gdy młodzi ludzie dążą do tego, by podstawą życia było czerpanie doznań i przyjemności, a wartości są uznawane o tyle, o ile przyczyniają się do tworzenia doznań. Konsekwencją tego jest hedonizm a także brak systemu norm moralnych, a co za tym idzie – zupełny relatywizm.

Zadaniem naszym – rodziców, opiekunów, nauczycieli – jest zatem budowanie fundamentów, wskazywanie wartości podstawowych, na których będą opierać się pozostałe. Naszą misją powinno być ukazywanie, że podstawą wszelkiego rozwoju jednostki i społeczeństwa jest miłość, prawda i odpowiedzialność i że tych wartości zawsze warto jest bronić i o nie walczyć (M.I.).

Church Opening Times