a.zHolding Page



WARTOŚCI CHRZEŚCIJAŃSKIE.

W obecnej rzeczywistości społecznej coraz to częściej i intensywniej przychodzi nam konfrontować się z pytaniem, co stanowi dla nas w życiu wartość istotną i które z uznawanych przez nas wartości mają dla nas, jako ludzi, chrześcijan, katolików i Polaków, znaczenie najważniejsze. Istnieje pojęcie, często przywoływane przy okazji obecnych zawirowań natury światopoglądowo-etycznej, a mianowicie „wartości chrześcijańskie”, na które powołujemy się i które stanowią swego rodzaju uniwersalny punkt odniesienia, dla stron dyskusji. To, że czy to się komuś podoba czy nie, Europa ma korzenie chrześcijańskie, jest faktem. Często mówił o tym nasz Papież św. Jan Paweł II: „Wartości chrześcijańskie stanowią najbardziej charakterystyczny dorobek intelektualny i duchowy, który ukształtował tożsamość europejską na przestrzeni wieków i należą do skarbca kultury tego kontynentu”. Czym są zatem owe „wartości chrześcijańskie” i co je ukształtowało?

W Chrześcijaństwie momentem kluczowym w procesie ich kształtowania było Objawienie, rozumiane jako ten moment, kiedy Bóg wchodzi z człowiekiem w dialog i oznajmia mu to, czego nie może on odczytać ze świata, czyli wewnętrzną rzeczywistość Boga i Jego stosunek do stworzenia. Objawienie jest zatem przybliżeniem się Boga człowiekowi, które swe apogeum osiągnęło w osobie Jezusa Chrystusa i Jego ofiary. Objawiona nam prawda, że zostaliśmy stworzeni na podobieństwo Boga, że jesteśmy jego dziećmi i że umiłował nas On tak, że Syna swego nam dał, jest prawdą podstawową i fundamentem chrześcijańskiego spojrzenia na świat. Ze zrozumieniem i przyjęciem prawdy objawienia związane są  konkretne zobowiązania moralne, dotyczące życia każdego z nas. Te zobowiązania to 10 przykazań, Przykazania Miłości oraz słów Chrystusa wygłoszone podczas Kazania na Górze. Najbardziej znaczącą konsekwencją przyjęcia prawd Objawienia jest to, że w centrum światopoglądu chrześcijańskiego zawsze stoi bardzo realny człowiek. I to on jest wartością najwyższą. Człowiek postrzegany jako istota rozumna i wolna, posiadająca ciało i duszę nieśmiertelną. W odniesieniu do tego właśnie człowieka pojmowanego, jako stworzenie boże, wolne i rozumne, ukształtowany jest cały system wartości, wśród których najważniejszymi zdają się być prawda i dobro. Z nimi zaś związane zaś są pojęcia dalsze – wolności, piękna i miłości. Człowiek postrzegany przez pryzmat takich wartości to jednostka stojąca w relacji do drugiej osoby, obdarowująca i obdarowywana szacunkiem, tworząca relacje wspólnotowe, budująca społeczeństwo, a więc tworząca; tworząca a zatem pracująca. Bo również i praca, co należy dodać, a co podkreślał po wielokroć Jan Paweł II – odgrywa ważną rolę w kręgu wartości chrześcijańskich, jako ta która daje człowiekowi godność.

Zatem aksjologia chrześcijańska afirmuje człowieka, istotę wspólnotową – społeczną, a zatem i twórcę hierarchii wartości i tradycji, bez których żadna trwała zbiorowość nie ma szansy się utrzymać. Na mocy zasady afirmacji człowieka nawet ten najmniejszy, najsłabszy i odrzucony ma prawo oczekiwać pomocy od innego człowieka. Wprowadzana przez człowieka hierarchia wartości określa ład życia ludzkiego wyznaczony podstawowymi wartościami na linii: osoba – rodzina – społeczność – Kościół – Bóg. Zasada tradycji wskazuje na historię, w której w ciągu dwóch tysięcy lat realizowały się i weryfikowały się te wartości. O wartościach chrześcijańskich bardzo zajmująco pisał Jacques Maritain – francuski filozof i teolog katolicki, będący przedstawicielem personalizmu chrześcijańskiego, a zajmujący się właśnie problemami życia chrześcijan w świecie współczesnym. Twierdził on, że religia powinna nie zaniedbywać żadnego aspektu życia ludzkiego. Pisał o istnieniu jako działaniu i przekształcaniu świata, ale takim które uwzględnia interes jednostki, jako podmiotu, obdarzonego przez Boga godnością i przez to zasługującej na szacunek nie tylko drugiego człowieka, ale także aparatu państwowego. Maritain wierzył, że o specyficzności wartości chrześcijańskich, decyduje tylko Chrystus i jego nauka: „Tylko w tajemnicy zbawczego Wcielenia chrześcijanin poznaje, czym jest godność osoby ludzkiej i jaka jest jej cena. To pojęcie rozciąga się jakby w nieskończoność i osiąga swoje znaczenie absolutnie pełne dopiero w Chrystusie”. Zwróćmy uwagę, jak często pośrednio lub bezpośrednio odwołujemy się, pisząc o wartościach chrześcijańskich do kwestii godności drugiego człowieka. Dzieje się tak, ponieważ wartości chrześcijańskie pokrywają się z wartościami ogólnoludzkimi, zwanymi często wartościami wyznaczającymi prawa człowieka. Są to, powtórzmy, wartości wyrażające i nakazujące szacunek dla człowieka. Na gruncie godności człowieka znaczenia i siły nabierają inne wartości, jak: prawo do życia i wolności, podmiotowość i tożsamość człowieka, swobody obywatelskie, życie wolne od zagrożeń wojną, pluralizm polityczny, godziwy poziom życia duchowego i materialnego, możliwość samorealizacji, rodzina, praca, edukacja, zdrowie i jego ochrona, wierność, solidarność itd. Wszystkie te wartości wchodzą również w zakres wartości chrześcijańskich.

W polskiej kulturze wartości chrześcijańskie są dodatkowo niezwykle ściśle splecione ze stosunkiem do kultury narodowej. Pisaliśmy o tym niejednokrotnie, zwracając uwagę, że doświadczenia historyczne w sposób bardzo konkretny ukształtowały paradygmat Polaka Chrześcijanina oraz, że kultura narodowa w naszym kraju jest od setek lat związana z wartościami, jakie przyniosło chrześcijaństwo. To religia i przechowywany w niej język, były glebą na której wzrastała w czasach zaborów i okupacji świadomość narodowa i wola przetrwania narodowego. To z kolei spowodowało, że wartości katolickie, tak z polską kulturą, jak i z językiem zrosły się tak, że same stały się i są traktowane jako nasze dziedzictwo kulturowe. Ów splot wartości chrześcijańskich i wartości narodowych jest czymś bezsprzecznie unikalnym, stanowiącym skarb dziedzictwa duchowego i intelektualnego naszego Narodu, o czym zapomnieć nam nie wolno. (M.I.)

WSPÓLNOTA – LUDZI    WIELKIEJ NOCY.

             W ostatnim tygodniu media społecznościowe znalazły się w centrum uwagi i rozpoczęła się dyskusja na temat ich roli, kontroli nad treściami rozpowszechnianymi w nich itd. Media społecznościowy to temat zdecydowanie ciekawy i warto potraktować go, jako punkt wyjścia dla dzisiejszej refleksji. Są one tak błogosławieństwem, jak i przekleństwem. Bywają użyteczne. Tam np. znalazłam informację o książce, którą czytam właśnie, a która dotyczy kwestii bardzo ważnej dzisiaj – wspólnoty. Ta książka to „Ludzie Wielkiej Nocy”, a jej autorem jest filipiński kardynał Luis Antonio Gokim Tagle. To obecnie jedna z najbardziej charyzmatycznych postaci kościoła. Doskonale odnajduje się on w świecie mediów i współczesnych środków komunikacji. Oswoił on media, podobnie jak kiedyś nasz Papież i może dlatego nazwany jest “Wojtyłą z Azji”. Wspomniana przeze mnie książka jest krytyką współczesnego i wszechobecnego modelu kultury. Kultury homogenizacji i rozproszenia. Kultury zglobalizowanej, o której autor tak pisze: „Wydaje się, że istnieje pewien eksportowy model kultury neoliberalnej, który narzuca się jako element jednoczący: ma on być kulturą, która zjednoczy ludzkość, kulturą, która zapewni globalną komunikację, kulturą przeobrażającą nas w ludzi rozumiejących się nawzajem. (…) Owa globalna kultura, nie jest już inspirowana wartościami religijnymi. Inspiracje kultury globalnej są zdecydowanie neopogańskie, pozostają pod nadmiernym wpływem wartości postmodernistycznych — radykalnie zsekularywanych, indywidualistycznych, przesyconych duchem współzawodnictwa i materializmu”. Kardynał Tagle zwraca uwagę, że jest to kultura nacechowana podejrzliwością wobec autorytetu, wyrażającą się brakiem poważania, co jak autor pisze „może być gestem profetycznym, może też jednak pozbawiać życie wymiaru tajemnicy. Wszystko ulega demitologizacji, na wszystko znajdują się proste wytłumaczenia. Zanika, a nawet zanikło już zupełnie poczucie sacrum”.

W konsekwencji obcowania wewnątrz takiego zhomogenizowanego modelu kulturowego, rozproszeniu ulega ludzka energia, a jednym z przejawów tego zjawiska staje się nuda. „Młodzi ludzie wydają się być znudzeni życiem już na jego progu. By zabić czas, tworzą mnóstwo „imprez”, „eventów”. Ludzie nieustannie szukają czegoś nowego. (…) Zmiana obiektu zainteresowań stała się zajęciem wygodnym i niewymagającym wysiłku (…) Ludzie przyzwyczajają się do tego, że życie składa się z elementów, które wcale nie muszą być ze sobą powiązane. Boję się, że wkrótce będziemy rozumować następująco: historia opowiedziana od początku do końca jest nudna.”

Nie chcemy już, by nasze życie cechowała jedność. Jedność sprawia, że życie staje się nudne. Znaczy to, że skupiamy naszą uwagę i czerpiemy radość z jednego wycinka życia.

Ratunkiem, dla spustoszenia jakie owa globalizacja w nas czyni, jest wg. kardynała Tagle wspólnota. Dla nas wierzących postrzeganie Kościoła jak wspólnoty powinno być czymś oczywistym, a nie jest. Wspólnoty wyznaniowe kurczą się. Ludzie odchodzą, nie uważając, by komunikacja bezpośrednia była konieczna. Łatwiej niż kiedykolwiek byłoby nam teraz właśnie zacieśniać więzy międzyludzkie. I wydaje nam się, że to czynimy. Komunikujemy się, ale „komunikacja to jeszcze nie komunia, a informacja to nie wspólnota sensu. Globalnie promowany i implantowany jeden model kultury nie prowadzi do jedności lecz wykluczenia”.

Kardynał przypomina, co na początku czyniło Kościół znakiem wspólnoty. Proste działania: modlitwa, łamanie chleba, dzielenie dóbr, uzdrawianie w Duchu Świętym, gromadzenie się. I wszystkie te działania wciąż czynią z nas Kościół. Jak bardzo – wystarczy się przekonać, wracając do korzeni. “Wspólnota rośnie w siłę, gdy wszyscy uczą się od siebie nawzajem” – pisze Kardynał. I chodzi tu o uczenie się nie tylko w płaszczyźnie horyzontalnej czyli od przyjaciela, sąsiada, rodaka, ale także historycznie wertykalne, czyli od rodziców, dziadków, o czerpanie z szeroko rozumianych zasobów skarbnicy wspólnotowej, kulturowej. “Wspólnota, która zawsze widzi twarze swoich przodków i bliźnich, będzie też zawsze widzieć twarz Boga. Ten rodzaj wspólnoty będzie stanowić nadzieję dla świata pozbawionego twarzy” – pisze kardynał Tagle.

Doświadczenie jedności i wspólnotowości umacnia także, jeśli nie przede wszystkim – wiara: “Kto nie spotkał Jezusa Chrystusa zmartwychwstałego, nie znajdzie odpowiedzi na żaden z problemów, jakie przynosi współczesna kultura i cywilizacja” – pisze kardynał Tagle. I wzywa do odwagi w dzieleniu się Dobrą Nowiną.

Zatytułowałem, pisze, tę książkę: Ludzie Wielkiej Nocy, gdyż Wielkanoc jest czasem wielkiej nadziei. Nadziei, która może wzbudzić w nas wizje i marzenia, co wydaje się być najistotniejszym elementem wspólnoty. Wspólnota jest  potężnym znakiem nadziei w poszarpanym na kawałki świecie. (…) Nasze życie naznaczone jest rozbiciem, wykluczeniem, przemocą i zniszczeniem, odczuwalnym w rodzinach, w miejscach, w których żyjemy, na poziomie narodów i w sferze międzynarodowej. (…). Wydarzenie Wielkiej Nocy, tryumf Jezusa nad grzechem i śmiercią, otwiera przed nami nową przestrzeń życia. Mamy nadzieję, że jako ludzie Wielkiej Nocy możemy dzielić się ze światem jej światłem, rozpraszając mrok wyobcowania, który ogarnął świat. (…) Jako wspólnota chrześcijańska musimy na nowo odkryć, uchwycić i przyswoić sobie moc Zmartwychwstania, kluczowego elementu naszej wiary — nadziei na początek nowego życia — najpotężniejszego symbolu wiary, która może przemienić nasze życie, nasz Kościół, naród, społeczność i świat”.

Piękna, mądra książka. Polecam. Już niedługo w naszej bibliotece. (M.I.)

Church Opening Times