Polska Parafia Rzymsko-Katolicka w Leeds
pw. Matki Boskiej Częstochowskiej i Św. Stanisława Kostki

Losem człowieka jest: dać się pokonać nadziei. Ginie ten, kto przestaje jej ulegać.

              Zatem wstępujemy w kolejny Adwent. Dla osoby piszącej tej biuletyn rodzi się pytanie, jak napisać inaczej o tej pięknej powtarzalności czasów szczególnych Roku Polskiego? Było już o wieńcach i świecach, i o Mikołaju też już było, i o tradycjach, i o kolędach. Tak, wszystko już było i wszystko raz jeszcze będzie – „znów się urodzi, umrze w cierpieniu, znowu dopali się świeca”. Te właśnie słowa przepięknego tekstu mojego ukochanego poety podpowiedziały mi, o czym koniecznie muszę dziś napisać. Zacytowany powyżej fragment „Wigilii na Syberii” opisującej wigilię polskich zesłańców, mówi  bowiem o tym, co najważniejsze dla człowieka, o tym co pozwala mu przetrwać w czasie trudnym i o tym co stanowi o jego sile: „Po ciemku wolność w Jego imieniu jeden drugiemu obieca” pisze poeta w następnym wersie.  Tak, tą wielka siłą napędową ludzkości jest jedna z trzech cnót – Nadzieja.

Bo Adwent jest tym momentem, kiedy przed nami, odwiecznie poszukujących Boga, zapala się światełko w tunelu. Tunelu zwątpienia, tunelu rozpaczy, tunelu pobłądzenia. Oto znów dana jest nam nadzieja na uwierzenie, że życie nasze ma sens. Bo oto On narodzi się, bo oto On zniży się do naszego poziomu, narodzi się wszak z kobiety śmiertelnej, po to by pozostawić nam piękną naukę, po to by udowodnić, że miłość zwycięża wszystko, by za nas umrzeć i po to by nas przez tę ofiarę zbawić. Po prostu niesamowite. Jak można wiedząc to, wejść w Adwent bez całkowitej pokory, bez onieśmielenia i bez nadziei właśnie – nadziei, że wszystko będzie dobrze? W tym miejscu cofnę się o krok i z całą mocą zaznaczę, że kiedy napisałam, z wiarą że wszystko będzie dobrze, nie miałam w żadnym razie zamiaru rozsiewać pasywizmu i ideologii łatwego zdania się na los. 

  A więc nadzieja. Jej największym zagrożeniem i wrogiem jest rozpacz. Ta pojawia się w sytuacjach ekstremalnych, sprawdzających. Na co dzień alternatywą dla nadziei nie jest rozpacz, ale jej siostra młodsza - „ociężałość ducha”. Jakże często, kiedy nam źle i smutno, bo wszystko nagle straciło sens - uciekamy się w nicość i marazm? Ociężałość ducha jest odmianą choroby woli. Ten, kto w nią popada nie chce chcieć, staje się niewrażliwy na Dobro i Zło. Człowiek ociężały nie chce tego, co jego chce. Utrata nadziei prowadzi do grzechu, bo pozwala lewitować w kierunku doznań łatwych i przyjemnych będący remediami czasowymi. I wtedy wkracza „Ten Który Nie Przepuszcza Żadnej Okazji” (termin zapożyczony od genialnego bloggera i publicysty). Akt nadziei jest dla człowieka myślącego manifestacją wolności. Człowiek zniewolony także próbuje łapać się nadziei, jednak ta, wymuszona lękiem w obliczu zagrożenia, często jest tylko formą ucieczki, np. zdrajca spróbuje odnaleźć swoją nadzieję w kłamstwie, lecz kłamstwo nie zdoła uwolnić go od wewnętrznej prawdy. Nadzieja otwiera nam nowe światy - jest rzeczywistością niezmiernie bogatą. Zazwyczaj nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak głęboko przenika ona nas i rządzi nami. Dopiero, gdy tracimy nadzieję, odkrywamy, czym dla nas była. Któryś z filozofów wskazał kiedyś na bliski związek między nadzieją człowieka a heroizmem, do jakiego człowiek czuje się zdolnym. Mówiąc po prostu - nadzieja umożliwia heroizm. Kto stracił wszelką nadzieję, ten zagubił sens życia, a także powód dla zachowań heroicznych. Bo „nie-żyć to wszak nie mieć po co umierać”. I jeszcze jeden cytat ze skarbca poezji narodowej:

   „Miejcie Nadzieję nie tę licha marną, co rdzeń spróchniały w wątły kwiat ubiera…

  Lecz tę niezłomną, która tkwi jak ziarno, przyszłych poświęceń w duszy bohatera”.

   Prawda, że piękne? Celowo nie podaję autorów cytatów, by zachęcić do poszukiwań… A więc nadzieja i działania heroiczne i piękne, za którymi ona stoi. Dzieje się tak dlatego, że u podstaw Nadziei leży głębokie przekonanie w celowość planów Boskich i bezgraniczne zaufanie Bogu. Nadzieja obiecuje coś, co wykracza poza ludzkie plany, możliwości i działania. Nadzieja otwiera człowieka na Bożą niespodziankę, a przecież  miłość i moc Boga obiecują nam więcej, niż my sami możemy wypracować, nawet wymarzyć i często – zrozumieć. W obliczu tego co dookoła, nie sposób nie zrobić rozróżnienia między Nadzieją a modnym dzisiaj w tzw. przestrzeni społecznej, ideologicznym optymizmem – owym „keep smiling”. Ten optymizm to taka proteza wiary prawdziwej. Może nią być wiara w postęp, w naukę, w rewolucję czy inne lewicowe czary-mary, jak choćby w absolutną wolność jednostki, która ma uwolnić od wszelkiej zależności, a więc od rodziny, tradycji, Kościoła. Istota różnicy między optymizmem a nadzieją tkwi w tym, że optymista wierzy w utopię zbudowania lepszego świata – zawsze wolnego, szczęśliwego i sprawiedliwego. Nawiasem mówiąc - ile tych utopii już było? Celem nadziei jest ostatecznie nadejście królestwa